akryl na desce
On tu kiedyś był. Może odszedł. Może umarł.
Jego cień pozostał w niej — w spojrzeniu, w napięciu dłoni, w plamach koloru, które rozlewają się jak echo nieobecności.
Ona trwa. Osamotniona, ale pełna.
Nie szuka go wzrokiem — nosi go w sobie jak głos, który milknie dopiero w śnie.
To obraz o tęsknocie bez imienia. O miłości, która nie potrzebuje już ciała, by istnieć.
To portret kobiety, która przetrwała zniknięcie — i namalowała je z pamięci.



Opinie
Na razie nie ma opinii o produkcie.